O wrotyczu już pisałam co nie co, we wcześniejszych postach.
Ostatnio przeczytałam w internecie artykuł, o jego cudownych właściwościach.
Mimo, że jest zielem kontrowersyjnym, niektórzy twierdzą, że trującym i dlatego w Unii zakazanym, są osoby, które piją z niego napar i twierdzą, że nie tylko nie szkodzi im, ale wręcz cuda czyni.
Z tekstu tego wyczytałam, że ocet z wrotyczu jest wspaniały do smarowania, okładów, na siniaki i stłuczenia.
A ponieważ po sąsiedzku na łące rośnie go co niemiara (konie żywione sianem z wrotyczem żyją i mają się świetnie), stwierdziłam, że zrobię.
O przepis prostszy trudno - zerwany wrotycz zalewamy octem spirytusowym 10% i.zamykamy w ciemnym miejscu na 7 dni.
Po tygodniu zlewamy ocet do buteleczki lub słoiczka.
Jeszcze nie miałam okazji próbować na sobie, ale mamie kilka razy posmarowałam stłuczenie z sińcem.
Z tym, że był to już kilkudniowy uraz, więc nie wiem, czy tak wspaniale zadziałał, ale na pewno nieźle wspomógł wcześniej używane maści.
Ja jeszcze wypróbuję ocet wrotyczowy w kurniku - jako, że wrotycz, jego olejki eteryczne, działa silnie na owady, spróbuję popryskać kurnik, żeby zapobiegać inwazji owadów wszelakich i pasożytów, które chciałyby zaatakować moje kury. Jak do tej pory skutecznie pomagało regularne sypanie świeżego lub suchego wrotyczu zmieszanego z piołunem, ale octem mogę i ściany popryskać, więc może i muchy się przestraszą. Profilaktyka przede wszystkim.
.............................................................................
Wiosna się zaczęła i trzeba znowu myśleć o przyszłości, czyli o zapasach na zimę.
Stokrotki już zerwane do suszenia. Będą pięknie wyglądały w ziołowej herbacie :)
Pierwsze płatki róży już zebrałam, będzie konfitura :)
O kurach też czas pomyśleć, pierwszy zapas pokrzywy na zimę do suszenia zebrany.
A skoro pokrzyw dostatek, to trzeba zrobić gnojówkę z pokrzyw. Wspaniały nawóz do warzyw, porównywalny z obornikiem, choć smrodliwy okrutnie.
Ja porcję pokrzyw zebrałam już jakiś czas temu.
Zalałam wodą
i odstawiłam pod przykryciem na kilkanaście dni, codziennie mieszając - generalnie, nawóz jest gotowy, gdy przestanie fermentować, czyli nie "bąbelkuje".
Używamy gnojówkę z pokrzyw w rozcieńczeniu 1:10, czyli 1 część (np.litr) gnojówki i 10 części (litrów) wody. Takim roztworem podlewamy warzywa kilka razy w sezonie. Ja robię to trzy razy - jak wzejdą warzywa i są już takie ładne, osadzone w gruncie, a potem jeszcze dwa razy co trzy, cztery tygodnie.
Pokrzywowy nawóz jest naprawdę świetny.
Robię również gnojówkę ze skrzypu do pomidorów. Polecam wszystkim "uprawiaczom" pomidorów. Robi się dokładnie tak samo, jak z pokrzyw i tak samo rozcieńcza.
A stosuje się co dwa tygodnie, aby zapobiegać zarazie atakującej pomidory, dodatkowo też zasila glebę. Sposób sprawdziłam w ubiegłym roku i działa!
Ostatnio przeczytałam w internecie artykuł, o jego cudownych właściwościach.
Mimo, że jest zielem kontrowersyjnym, niektórzy twierdzą, że trującym i dlatego w Unii zakazanym, są osoby, które piją z niego napar i twierdzą, że nie tylko nie szkodzi im, ale wręcz cuda czyni.
Z tekstu tego wyczytałam, że ocet z wrotyczu jest wspaniały do smarowania, okładów, na siniaki i stłuczenia.
A ponieważ po sąsiedzku na łące rośnie go co niemiara (konie żywione sianem z wrotyczem żyją i mają się świetnie), stwierdziłam, że zrobię.
O przepis prostszy trudno - zerwany wrotycz zalewamy octem spirytusowym 10% i.zamykamy w ciemnym miejscu na 7 dni.
Po tygodniu zlewamy ocet do buteleczki lub słoiczka.
Jeszcze nie miałam okazji próbować na sobie, ale mamie kilka razy posmarowałam stłuczenie z sińcem.
Z tym, że był to już kilkudniowy uraz, więc nie wiem, czy tak wspaniale zadziałał, ale na pewno nieźle wspomógł wcześniej używane maści.
Ja jeszcze wypróbuję ocet wrotyczowy w kurniku - jako, że wrotycz, jego olejki eteryczne, działa silnie na owady, spróbuję popryskać kurnik, żeby zapobiegać inwazji owadów wszelakich i pasożytów, które chciałyby zaatakować moje kury. Jak do tej pory skutecznie pomagało regularne sypanie świeżego lub suchego wrotyczu zmieszanego z piołunem, ale octem mogę i ściany popryskać, więc może i muchy się przestraszą. Profilaktyka przede wszystkim.
.............................................................................
Wiosna się zaczęła i trzeba znowu myśleć o przyszłości, czyli o zapasach na zimę.
Stokrotki już zerwane do suszenia. Będą pięknie wyglądały w ziołowej herbacie :)
Pierwsze płatki róży już zebrałam, będzie konfitura :)
O kurach też czas pomyśleć, pierwszy zapas pokrzywy na zimę do suszenia zebrany.
A skoro pokrzyw dostatek, to trzeba zrobić gnojówkę z pokrzyw. Wspaniały nawóz do warzyw, porównywalny z obornikiem, choć smrodliwy okrutnie.
Ja porcję pokrzyw zebrałam już jakiś czas temu.
Zalałam wodą
i odstawiłam pod przykryciem na kilkanaście dni, codziennie mieszając - generalnie, nawóz jest gotowy, gdy przestanie fermentować, czyli nie "bąbelkuje".
Używamy gnojówkę z pokrzyw w rozcieńczeniu 1:10, czyli 1 część (np.litr) gnojówki i 10 części (litrów) wody. Takim roztworem podlewamy warzywa kilka razy w sezonie. Ja robię to trzy razy - jak wzejdą warzywa i są już takie ładne, osadzone w gruncie, a potem jeszcze dwa razy co trzy, cztery tygodnie.
Pokrzywowy nawóz jest naprawdę świetny.
Robię również gnojówkę ze skrzypu do pomidorów. Polecam wszystkim "uprawiaczom" pomidorów. Robi się dokładnie tak samo, jak z pokrzyw i tak samo rozcieńcza.
A stosuje się co dwa tygodnie, aby zapobiegać zarazie atakującej pomidory, dodatkowo też zasila glebę. Sposób sprawdziłam w ubiegłym roku i działa!
- 18:13
- 4 Komentarze























































