Nadeszła wiosna, jest pięknie, ale i pracy przybywa.
Zrobiłam nie tak dawno rogale, żeby w trakcie robót polowych, szybko wskoczyć do domu i przegryźć coś smacznie i szybko.
Fajnie zrobić sobie większą ilość takich rogalików i część zamrozić.
Rano wstaję, wyciągam porcyjkę i zmykam na grządki, a jak wpadam na chwilkę, żeby się ziołową herbatką wspomóc, to czeka na mnie "dopalacz" w postaci rogalika i... powrót na grządki.
Ciasto krucho - drożdżowe jest już znane odwiedzającym mój blog, ale przypomnę przepis, przy okazji pokazując, jak najłatwiej uformować rogaliki:
1 kg maki tortowej,
pół kilograma masła (może być pół na pół z margaryną),
2 łyżki cukru pudru,
1 jajko całe + 3 żółtka,
8 dag drożdży,
125 ml mleka,
1 szklanka śmietany (wystarczy 18%),
1 łyżka cukru zwykłego.
Masło zamrozić.
Mleko z łyżką cukru, łyżką czubatą mąki i drożdże rozmieszać, zostawić do podrośnięcia.
Mąkę zmieszać z cukrem pudrem na stolnicy, zetrzeć do niej masło na tarce jarzynowej, dodać rozczyn i śmietanę, zarobić ciasto, zawinąć w ścierkę i schłodzić w lodówce przez dwie godziny.
Orzechowe nadzienie:
40 dag orzechów włoskich,
4 jajka,
2/3 szklanki cukru,
1 i 1/2 szklanki słodkiej śmietany (z kartonika, może być 18%, ale i 12% i 9% też się sprawdza).
Śmietanę wlewamy do garnka i wbijamy do niej jajka. Miksujemy, albo rozbijamy widelcem tak, żeby miała gładką, jednolitą konsystencję.
Zagotowujemy i do gotującej się śmietany z jajkami wsypujemy cukier i zmielone orzechy - zagotowujemy lekko i odstawiamy do schłodzenia.
Po dwóch godzinach wylegiwania się w lodówce, wyciągamy z niej porcjami ciasto, wałkujemy na stolnicy okrągłe placki, na grubość około pół centymetra. Wielkość kółek ciasta warunkuje wielkość rogalików i tu jak wolimy, możemy kręcić malutkie rogaliczki, albo duże rogale.
Każdy placek dzielimy na osiem prawie trójkątnych porcji, jak tort.
Na każdy kawałek nakładamy porcję masy orzechowej i zwijamy rogaliki.
Każdego rogalika malujemy rozmąconym białkiem, które zostało nam od ciasta.
Pieczemy w 180 stopniach C, na złoty kolor. Czas musimy kontrolować sami, bo zależy on od wielkości rogalików.
Rogaliki są pyszne. Szkoda tylko, że niedługo się skończą.
Pod oknami domu, do tej pory, nieużytek (na którym tylko michałki w chaotycznej kępie kwitły jesienią, a między nimi mieszkają bliżej niezidentyfikowane liście) czekał na swój czas.
Rozsady "poszły w grunt".
Tremę mam okrutną, jak to wszystko się przyjmie, czy inne wzejdą, czy wszystko urośnie, bo tak na prawdę, to ogrodnik ze mnie nietęgi - dopiero się uczę.
Zrobiłam nie tak dawno rogale, żeby w trakcie robót polowych, szybko wskoczyć do domu i przegryźć coś smacznie i szybko.
Fajnie zrobić sobie większą ilość takich rogalików i część zamrozić.
Rano wstaję, wyciągam porcyjkę i zmykam na grządki, a jak wpadam na chwilkę, żeby się ziołową herbatką wspomóc, to czeka na mnie "dopalacz" w postaci rogalika i... powrót na grządki.
Ciasto krucho - drożdżowe jest już znane odwiedzającym mój blog, ale przypomnę przepis, przy okazji pokazując, jak najłatwiej uformować rogaliki:
1 kg maki tortowej,
pół kilograma masła (może być pół na pół z margaryną),
2 łyżki cukru pudru,
1 jajko całe + 3 żółtka,
8 dag drożdży,
125 ml mleka,
1 szklanka śmietany (wystarczy 18%),
1 łyżka cukru zwykłego.
Masło zamrozić.
Mleko z łyżką cukru, łyżką czubatą mąki i drożdże rozmieszać, zostawić do podrośnięcia.
Orzechowe nadzienie:
40 dag orzechów włoskich,
4 jajka,
2/3 szklanki cukru,
1 i 1/2 szklanki słodkiej śmietany (z kartonika, może być 18%, ale i 12% i 9% też się sprawdza).
Śmietanę wlewamy do garnka i wbijamy do niej jajka. Miksujemy, albo rozbijamy widelcem tak, żeby miała gładką, jednolitą konsystencję.
Zagotowujemy i do gotującej się śmietany z jajkami wsypujemy cukier i zmielone orzechy - zagotowujemy lekko i odstawiamy do schłodzenia.
Po dwóch godzinach wylegiwania się w lodówce, wyciągamy z niej porcjami ciasto, wałkujemy na stolnicy okrągłe placki, na grubość około pół centymetra. Wielkość kółek ciasta warunkuje wielkość rogalików i tu jak wolimy, możemy kręcić malutkie rogaliczki, albo duże rogale.
Każdy placek dzielimy na osiem prawie trójkątnych porcji, jak tort.
Na każdy kawałek nakładamy porcję masy orzechowej i zwijamy rogaliki.
Każdego rogalika malujemy rozmąconym białkiem, które zostało nam od ciasta.
Pieczemy w 180 stopniach C, na złoty kolor. Czas musimy kontrolować sami, bo zależy on od wielkości rogalików.
Rogaliki są pyszne. Szkoda tylko, że niedługo się skończą.
..............................................................................
Ogrodowy sezon w pełni. Przygotowanie ziemi, sianie, sadzenie... Na wszystko przyszedł już czas. Chyba o tej porze jest pracy w ogrodzie najwięcej, bo wszystko woła "wsadź mnie, zasiej, wyplew!"Pod oknami domu, do tej pory, nieużytek (na którym tylko michałki w chaotycznej kępie kwitły jesienią, a między nimi mieszkają bliżej niezidentyfikowane liście) czekał na swój czas.
I pewnie jeszcze by czekał, gdyby nie pszczoły, dla których trzeba posadzić miododajne kwiatki. Tak więc przyjemne z pożytecznym łącząc, upiększamy otoczenie domu.
Walka trwa.
Część kwiatków siałam w domu.Rozsady "poszły w grunt".
Tremę mam okrutną, jak to wszystko się przyjmie, czy inne wzejdą, czy wszystko urośnie, bo tak na prawdę, to ogrodnik ze mnie nietęgi - dopiero się uczę.
- 14:53
- 7 Komentarze









