Typowo jesienny placek. Może być ze świeżymi, albo z mrożonymi śliwkami. W sam raz na wietrzny, jesienny wieczór.
Za moich młodszych czasów, ten placek nazywałby się kruche ciasto lub kruchy placek ze śliwkami i kruszonką.
Teraz nazywa się tarta ze śliwkami i kruszonką.
Zauważyłam, że kuchenne nazewnictwo też jest "modne" i zmienia się z trendami i pokoleniami, a my, Polacy, chętnie przywłaszczamy sobie modne nowinki.
Czy to dobrze? Nie wiem.
Może skoro świat stał się bardziej "ogólno dostępny", to nazewnictwo się ujednolica, łatwiej za granicą odnaleźć na karcie dań coś, co lubimy.
Taką mam nadzieję.
Ale obawiam się, że powód jest inny. Albo chcemy, żeby danie wydało się przez z cudzoziemska brzmiącą nazwę bardziej interesujące, albo, co jest znacznie gorsze, wstydzimy się polskiego języka.
Trochę mi smutno, bo nasz język, mimo, że "szeleści", jest bogaty i piękny. A używanie makaronizmów, troszkę pachnie mi powrotem do szesnastego wieku, kiedy szlachta, wtrącając francuskie (i nie tylko) słówka, leczyła swoje zaściankowe kompleksy.
Niestety, makaronizmy są już tak powszechne, że i ja zmuszona jestem używać tych obcych nazw, choć nie wzbudza to mojego zachwytu.
Wiem jednak, że jakbym tego placka nie nazwała, smakować będzie identycznie dobrze.
Ciasto:
2 szklanki mąki,
1/2 kostki masła lub margaryny (12,5 dag),
1 żółtko,
1/8 szklanki (60 ml) śmietany,
1 łyżeczka proszku do pieczenia.
Zarobić ciasto, rozwałkować, wyłożyć ciastem blaszkę.
Nakłuć ciasto widelcem.
Na cieście ułożyć połówki śliwek - mniej lub bardziej gęsto, jak lubimy.
Kruszonka:
1 szklanka mąki pszennej,
1/2 szklanki cukru,
10 dag masła lub margaryny.
Zagnieść w miseczce składniki kruszonki.
Ciasto na kruszonkę ma być lekko kleiste, ale łatwo się kruszyć.
Posypujemy kruszonką śliwki.
Za moich młodszych czasów, ten placek nazywałby się kruche ciasto lub kruchy placek ze śliwkami i kruszonką.
Teraz nazywa się tarta ze śliwkami i kruszonką.
Zauważyłam, że kuchenne nazewnictwo też jest "modne" i zmienia się z trendami i pokoleniami, a my, Polacy, chętnie przywłaszczamy sobie modne nowinki.
Czy to dobrze? Nie wiem.
Może skoro świat stał się bardziej "ogólno dostępny", to nazewnictwo się ujednolica, łatwiej za granicą odnaleźć na karcie dań coś, co lubimy.
Taką mam nadzieję.
Ale obawiam się, że powód jest inny. Albo chcemy, żeby danie wydało się przez z cudzoziemska brzmiącą nazwę bardziej interesujące, albo, co jest znacznie gorsze, wstydzimy się polskiego języka.
Trochę mi smutno, bo nasz język, mimo, że "szeleści", jest bogaty i piękny. A używanie makaronizmów, troszkę pachnie mi powrotem do szesnastego wieku, kiedy szlachta, wtrącając francuskie (i nie tylko) słówka, leczyła swoje zaściankowe kompleksy.
Niestety, makaronizmy są już tak powszechne, że i ja zmuszona jestem używać tych obcych nazw, choć nie wzbudza to mojego zachwytu.
Wiem jednak, że jakbym tego placka nie nazwała, smakować będzie identycznie dobrze.
Ciasto:
2 szklanki mąki,
1/2 kostki masła lub margaryny (12,5 dag),
1 żółtko,
1/8 szklanki (60 ml) śmietany,
1 łyżeczka proszku do pieczenia.
Zarobić ciasto, rozwałkować, wyłożyć ciastem blaszkę.
Nakłuć ciasto widelcem.
Na cieście ułożyć połówki śliwek - mniej lub bardziej gęsto, jak lubimy.
Kruszonka:
1 szklanka mąki pszennej,
1/2 szklanki cukru,
10 dag masła lub margaryny.
Zagnieść w miseczce składniki kruszonki.
Ciasto na kruszonkę ma być lekko kleiste, ale łatwo się kruszyć.
Posypujemy kruszonką śliwki.
Pieczemy placek około godziny w 180 - 200 stopni C - jak zwykle, zależy to od piekarnika.
Spód ma być zrumieniony, kruchy, a kruszonka blada.
Smacznego!
- 08:38
- 4 Komentarze





















